|
Powrót do spisu wypowiedzi medialnych |
Jakie muzyczne danie chcieliście stworzyć, podchodząc do nagrania płyty "Smacznego!"?
- Przygotowując się do nagrań byliśmy bardzo ciekawi, co z tego wyjdzie, a nawet - czy w ogóle coś z tego wyjdzie. Było dużo
niewiadomych, bo od ostatniej płyty wiele się pozmieniało. Po pierwsze - słynne studio Giełda, w którym nagrywaliśmy nasze
poprzednie dwie płyty, zostało zlikwidowane, a cały sprzęt przeniesiono do siedziby Radia Merkury w Poznaniu. Po drugie - pierwszy
raz mieliśmy nagrywać na twardy dysk komputera, a nie na taśmę analogową i ciekawiło nas, jak to wpłynie na brzmienie. Po trzecie
- pierwszy raz mieliśmy robić całą płytę z realizatorem Joachimem Krukowskim, który wcześniej jedynie asystował na wstępnym etapie
poprzednich produkcji. Po czwarte - w tzw. międzyczasie dokupiliśmy instrumenty i zmieniliśmy wzmacniacze, a to oznacza zmianę
brzmienia zespołu. Czyli: już na początku... "zmiany, zmiany, zmiany"! Na szczęście niezmienna była przychylność Radia Merkury
w osobach Ryszarda Glogera (szefa redakcji muzycznej), Piotra Niewiarowskiego (dyrektora ds. marketingu) i Andrzeja Bąka (kierownika
studia nagrań), dzięki którym udało się zrealizować nagrania. Wszystkie nasze obawy okazały się nieuzasadnione - jesteśmy z końcowego
efektu bardzo zadowoleni!
Wracając do pytania, jeszcze przed wejściem do studia - na etapie prób - wiedzieliśmy, że będzie to najbardziej zróżnicowany
stylistycznie materiał z wszystkich naszych płyt. Później, już w studiu, szukając wspólnego mianownika dla naszych piosenek
zauważyliśmy, że w tekstach - ba!, nawet w tytułach utworów - pojawia się bardzo dużo tematów kulinarno-restauracyjnych.
To był znak, że tym razem trzeba pójść w stronę ,,gastronomii". Mieliśmy jednak pewien problem z wymyśleniem tytułu płyty,
a co za tym idzie, z koncepcją okładki. Z pomocą pośpieszyła nam Joasia Kołaczkowska z Kabaretu HRABI. Gdy wyznałem jej,
co nas nurtuje, zaproponowała: nazwijcie płytę "Smacznego!". I to było to! Krótko, konkretnie i na temat. Potem nasz nadworny
grafik Radek Wąsowicz doznał olśnienia i wpadł na prosty, acz genialny pomysł na okładkę. Jak to w efekcie wygląda, zobaczymy
już wkrótce. Podsumowując - przygotowaliśmy dla słuchaczy piętnaście pysznych dań i życzymy "Smacznego!".
Różnorodność aranżacyjna, rozbudowane instrumentarium czy zaproszenie gości rzeczywiście przydały muzyce Blues Flowers wielu smaków.
Gdybyś mógł w kilku słowach skomentować, jak zrodziły się niektóre pomysły. Zacznijmy od "Flaczki zakrzewskie blues" - gospelowy
chórek, piękny Hammond...
- To z kilku względów utwór wyjątkowy. Temat - flaczki zakrzewskie. Chyba nie często powstają piosenki o flaczkach, tym bardziej
o zakrzewskich. Forma - to pierwsza w naszym repertuarze piosenka o charakterze gospelowym, który zaproponowałem celowo, żeby
skontrastować go z tematem. O ten dysonans chodziło mi najbardziej. Chórki - wyjątkowe to za mało powiedziane. One są cudowne,
powstał prawdziwy poemat! Ich zaaranżowanie i wykonanie zaproponowałem Kasi Rościńskiej, z którą wcześniej miałem przyjemność
pracować przy zupełnie nie bluesowej produkcji. Kasia to zawodowiec w każdym calu, zawsze przygotowana i profesjonalna w studiu,
mimo to efekt przerósł oczekiwania wszystkich. Po prostu potęga! I na koniec - Hammond. To jedyna piosenka na tej płycie z użyciem
tego pięknego instrumentu. A jak gospel i Hammond, to wiadomo - Bartek Szopiński! Tu słowa chyba są zbyteczne. To brzmienie i dźwięki
to sam miód na skołatane serca. Trzeba jeszcze dodać, że wyjątkowo pięknie brzmi tu harmonijka Jaromiego.
Na marginesie - tym kawałkiem Jaromi wywiązał się z danej mi kiedyś obietnicy muzycznego udokumentowania waszej
ulubionej potrawy w restauracji "Pod Sosną" w Zakrzewie.
- Tak, zgadza się. Od piętnastu lat jesteśmy fanami tej potrawy serwowanej w zakrzewskiej "Sosence"! Jaromi kiedyś zapowiedział,
że napisze o tym piosenkę i wreszcie słowo stało się ciałem. Ciekawi jesteśmy reakcji pracowników i klientów lokalu.
Smakujmy dalej - potraktowany na ludową nutę "Blues o Rawie" z Magdą Piskorczyk na wokalu...
- Na szczęście jest już taka świecka tradycja, że na każdej naszej kolejnej płycie pojawia się Magda. Jakoś nie wyobrażam sobie płyty
Flowersów bez udziału tej wspaniałej wokalistki. Ciekawe, czy uda nam się w końcu nagrać całą płytę razem, bo teraz też o tym
rozmawialiśmy. Ale wracając do ekologicznego protest-songu o Rawie... Dziwna piosenka nam wyszła. Taka trochę folkowa, a trochę
zydeco. Folkowa, bo Jaromi w solówce granej na ukulele zacytował melodię ludową, a z kolei Henryk zagrał taki riff na akordeonie,
że od razu nam się skojarzył z zydeco. A wszystko to oparte jest na trochę dziwnym rytmie, gdzie stopa perkusji zamiast akcentować
w takcie "raz" i "trzy", gra cały czas na "i".
Okraszony szantowym zaśpiewem "Heja, hej, blues bardzo stary!"...
- Chcieliśmy się zmierzyć z formą szanty. No i się zmierzyliśmy. To był pomysł Jaromiego, tyle że ani on, ani nikt z nas nie
wiedział, jak się gra i śpiewa w tym stylu. Pytaliśmy znajomych, przeszukiwaliśmy archiwa w celu odnalezienia jakiś wzorców.
W końcu stwierdziliśmy, że robimy po swojemu. Generalnie najbardziej podobało nam się nagrywanie chórków, a podkład muzyczny
zagraliśmy tak, by za bardzo nie przeszkadzać wokaliście. Ciekawe, co powiedzą na to prawdziwi szantowcy?
"Balladka słodka" - przy mikrofonie Jacek Siciarek, saksofon Adama Wendta jakby wyjęty z klimatu "Zielonych wzgórz nad Soliną"...
- Fajne porównanie, na które chyba bym nie wpadł. Ale masz rację - coś z klimatu tamtych lat jest w partii saksofonu.
To taka ballada jazzowa, sytuacja wyjęta z zadymionego, ciasnego klubu. Z Jackiem i Adamem mieliśmy do tej pory okazję wielokrotnie
współpracować na scenie, a teraz udało się to zarejestrować na płycie. Tych panów zachwalać nie muszę, bo to czołówka polskiego jazzu.
A że w studiu nieźle się bawili, to z dźwięków przez nich nagranych postanowiliśmy zrobić alternatywną wersję piosenki (bardziej
yassową), świadczącą o ich poczuciu humoru, i umieścić na końcu płyty. Oni o tym nie wiedzą - tzn. nie wiedzieli do momentu
ukazania się tego wywiadu - myślę jednak, że zaskoczenie będzie miłe zarówno dla nich, jak i dla słuchaczy.
"Blues denuncjatora" i leniwie kołyszący kontrabas Grzegorza Nadolnego.
- To jedna z trzech moich kompozycji, jakie znalazły się na płycie. Tekst Jaromiego przeleżał w mojej szafie kilka lat.
Kiedy przed nagraniem płyty odnalazłem go, stwierdziłem, że w końcu muszę go wykorzystać, bo nagle stał się bardzo aktualny.
Tworząc muzykę wiedziałem od razu, że chcę mieć w tym utworze kontrabas, więc udział Grzegorza Nadolnego był oczywisty.
Leniwy na początku utworu kontrabas później się rozkręca, a pod koniec w połączeniu z bębnami Pawła Kuśnierka daje niezłego kopa.
Utwór ma dużo przestrzeni, bo podczas miksu wyrzuciłem prawie wszystkie gitary, zostawiając tylko akustyczną grającą melodię i kilka
dźwięków elektrycznej, która brzmi jak z filmu gangsterskiego. Wszystko to pozwoliło bardziej wyeksponować tekst.
"Blues o Zenonie L." i Joanna Kołaczkowska...
- Utwór już znany z prowadzonych przez Artura Andrusa audycji: "Akademia Rozrywki" w radiowej Trójce i "Perły Polskiego Kabaretu"
w radiowej Jedynce. Jestem wielkim fanem koleżanki Kołaczkowskiej jeszcze z czasów Kabaretu Potem - dla mnie najlepszego polskiego
kabaretu. Ta piosenka to spełnienie mojego marzenia o współpracy z Joasią. Cieszę się z tego tym bardziej, że umawialiśmy się już
od kilku dobrych lat, ale zawsze pojawiały się jakieś przeszkody. Tym razem udało się bezproblemowo; wszystko musi mieć widocznie
swój czas. Artystka po przyjeździe do studia początkowo trochę się bała (chyba trochę udawała), ale w końcu zaśpiewała (i zagwizdała!)
swoim mocnym, charakterystycznym głosem i ze świetną dykcją. Chciałem, by zrobiła to po swojemu, dlatego nie było z mojej strony
żadnych sugestii interpretacyjnych. Zaproponowałem natomiast, by w końcowej części utworu, w ostatnim refrenie, który wykonuje
chór męski (czyli my), dołożyła swoje komentarze i w ten sposób zdominowała swoim głosem piosenkę od początku do końca. Wyszło
intrygująco i chyba zaskakująco dla słuchacza. Na marginesie dodam, że Joasia pojawia się na płycie nie tylko w piosence o Zenonie.
Szczegółów nie zdradzę, ale myślę, że będzie to miłe zaskoczenie dla każdego, kto kupi płytę! Podsumowując udział Joanny wypada
tylko życzyć sobie, by nie był to ostatni raz. Powiem tylko, że plany są!
"W pamiętniku Cię zapiszę" - znów Magda Piskorczyk, pełen zadumy tekst Jaromiego.
Dla mnie jeden z bardziej uroczych rodzimych bluesików ostatnich lat.
- Dla mnie również! Ta barwa głosu Magdy - skarb po prostu! Wszystko tu się zgadza, utwór miksował się sam, trochę tylko moich
gitar wyrzuciłem, żeby nie przykrywały brzmienia Fendera Rhodesa, na którym zagrał Bartek Szopiński (przy okazji chcemy podziękować
firmie "WOODYS Backline" za użyczenie tego instrumentu!). Pierwszy miks, jaki zrobiliśmy, pozostał nienaruszony. No i saksofon
Adama Wendta. Bardzo ładnie wpasował się w klimat utworu i zagrał śliczną solówkę! Na koniec dodam, że piosenka od początku
podobała się Magdzie i kojarzyła jej się z klimatem wczesnego Breakoutu. Chyba trafnie.
Wspomnijmy jeszcze, że mamy na płycie przebojową "Syrenkę blues", która promowała płytę na singlu,
limeryki Jaromiego o Cielaku, samego Michała debiutującego w roli wokalisty ("A co tam słychać w Wyrzysku?"),
czy śpiewającego Henia Szopińskiego ("Akordeonisty obertas siarczysty").
- Zacznę od końca, czyli od Henryka, debiutanta w roli wokalisty Blues Flowers (na następnej płycie zadebiutuje wokalnie
nasz basista Maciej Kręc). Akordeon Henia został tu, zgodnie z tytułem utworu, potraktowany priorytetowo. Nagrywany był na
dwa mikrofony, żeby w miksie wyraźnie rozdzielić prawą i lewą rękę. Solówka akordeonu bardzo stylowa - wiadomo, Henryk gra
takie rzeczy z kapelą Rypcium Pypcium. Kolejny debiut wokalny to Michał Kielak. Wszyscy znają brzmienie harmonijki Michała,
a czy ktoś słyszał jak śpiewa? No to wreszcie jest okazja! W każdym razie my się wzruszyliśmy. "Syrenka blues" to drugi odcinek
naszego samochodowego serialu. Na "bluesmentach" był trabant, w najbliższych planach mamy skodę.
Aby zakończyć temat płyty "Smacznego!" trzeba wspomnieć jeszcze o trzech utworach. "Kaszanka blues" pierwotnie miała kończyć
płytę, bo w jej finale padają ważne deklaracje ideologiczne podsumowujące nasze ,,wypociny" - i co ciekawe, padają nie z naszych
ust! "Od zachodu wietrzyk powiewuje" to tradycyjna ballada żołnierska w rytmie walczyka, w której wykonaliśmy wstrząsające
murmurando. "Żółte buciki" to kosmiczny walczyk ze schizofrenicznym Rhodesem i absurdalnym tekstem Jaromiego o frajerze,
który za żadne skarby nie chce przywdziać żółtych bucików.
Czy zamierzacie w jakiś szczególny sposób promować nowy materiał?
- Mamy pewne plany promocyjne, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Nie chcemy wszystkiego zdradzać,
a z drugiej strony nie chcemy zapeszyć. Wiadomo, że będą trzy single z płyty (pierwszy już jest - "Syrenka blues",
kolejnymi będą prawdopodobnie "Blues o Zenonie L." i "Żółte buciki"), będzie teledysk, który zrealizujemy z Jarkiem
Stypą, który pracuje dla Teatru Telewizji TVP. W 2008 roku Blues Flowers obchodzi swoje 15. urodziny i w związku z tym
zagramy kilka koncertów rocznicowych, które także będą połączone z promocją płyty. Już teraz możemy zaprosić na taki koncert,
który odbędzie się 27 września w Domu Polskim w Zakrzewie. Będzie dużo zaproszonych gości, m.in. Joasia Kołaczkowska z Kabaretem
Hrabi, Artur Andrus, muzycy pojawiający się na naszych płytach, Boogie Boys, zaprzyjaźnieni przedstawiciele mediów, przyjaciele
i fani. Bieżące informacje o naszych poczynaniach zawsze są dostępne na naszej stronie www.bluesflowers.com.
Dziękuję za rozmowę.
|
Powrót do spisu wypowiedzi medialnych |